niedziela, 5 grudnia 2021

"zajawka na mały obrazek" (część czwarta)

 W ramach okresowego sprawdzania, czy aparaty, które stoją u mnie na półce - jeszcze są sprawne, przeprowadziłem kontrolne "strzelanie" kilkoma "małoobrazkowcami". Na co dzień nie fotografuję "analogowo" takimi aparatami - więc przy okazji chciałem poczuć filing bycia "fotografem analogowym". ---

Kolejny "testowany" aparat to Fed 2, z "firmowym" - obiektywem (I-26m, 2.8/52). Widoczny na zdjęciu pierwszym. Stoi u mnie na półce od bardzo dawna, nie robiłem nim dotąd zdjęć.
Dla celów kontrolnych - założyłem film Ilford HP5+ (36 klatki). Naświetlałem według wskazań światłomierza zewnętrznego Gossen. Wywołałem negatyw w Ilfotecu DD-X, zgodnie z zaleceniami producenta.
Negatyw został zdigitalizowany w mojej "cyfrowej ciemni" (przefotografowany) na podświetlarce aparatem cyfrowym Canon EOS 7D z obiektywem Canon Macro EFS 35 mm. Przy świetle podświetlarki 5500 st. K, oraz przy przysłonie f8.0.

Kilka słów na temat opracowania obrazów:
- Tym razem zdjęcia są pomieszane - niektóre "edytowane", niektóre całkowicie opracowane w "cyfrowej ciemni", niektóre częściowo. Tak czy inaczej - decyzja o zamieszczeniu zdjęcia w takiej lub innej formie była całkowicie przemyślana.

 



 
 
---- 

Kolejny dotyczy aparatu z "nieco innej półki technologicznej" - jakby powiedzieli niektórzy z moich znajomych. Po bardzo okazyjnej cenie nabyłem w Antykwariacie Grochowskim egzemplarz aparatu Yashica FX-7, wraz z oryginalnym japońskim ("firmowym") obiektywem: MC Image Auto Zoom, f-28-80 mm, 1:3.5-4.5. 


Aparat ma wbudowany pomiar światła i - o dziwo - po wymianie bateryjki i odnalezieniu odpowiedniego przycisku - diodki świecące się na zielono lub czerwono zareagowały. Nie wiem co działo się z aparatem zanim założyłem do niego negatyw. Zanim go kupiłem - leżał w witrynie w Antykwariacie przynajmniej przez rok...

Sprawdzanie miało miejsce już w trakcie jesiennych ograniczeń związanych z pandemią, tak więc większość zdjęć robiłem w pomieszczeniach zamkniętych, przez okno (szyba), choć oczywiście nie wszystkie.
Jednocześnie postanowiłem "przetestować" wskazówki udzielane podczas fotografowania przez "automatykę" pomiaru.

Pierwszy negatyw naświetlałem wykorzystując wyłącznie "pomiary aparatu". Gdy udało mi się - zmieniając czas i przysłonę - doprowadzić do zapalenia się wyłącznie zielonej diody - robiłem zdjęcie.
Drugi negatyw poświęciłem na porównanie - jedno zdjęcie robiłem na podstawie "zielonego światła", kolejne - ten sam kadr, ogniskowa - ustawiając czas i przysłonę według wskazań światłomierza zewnętrznego. Co więcej - już wyłącznie dla własnej rozrywki różnicowałem pomiary owym światłomierzem - na te z nałożoną "kopułką rozpraszającą" i na takie bez niej.
Na zakończenie testu postanowiłem pobawić się w "fotografię kreatywną" - to ostatnie fotografie w zestawie...

Zdjęcie samego bohatera - oczywiście zrobione Zenzą BRONICĄ.

 


Na koniec - porównanie zdjęć zrobionych w oparciu o pomiar światła "wewnętrzny" (zielona dioda) i zewnętrzny (światłomierz Gossen).
(dioda)
(światłomierz - "kopułka")
(światłomierz - bez "kopułki)

---
Negatywy zostały zdigitalizowane w mojej "cyfrowej ciemni", na podświetlarce Kaiser, aparatem cyfrowym Canon EOS 7D z obiektywem Canon Macro EFS 35 mm. Przy świetle podświetlarki 5500 st. K, oraz przy przysłonie f8.0.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz