niedziela, 12 lipca 2026

Wakacje sprzed 60 lat (część IV)

 

 Zaczynamy drugi miesiąc wakacji. O ile w tamtych latach lipiec w Gorcach zaliczał się do „mokrego” okresu, o tyle, z reguły sierpień, koniec wakacji, to były ciepłe dni, czasem wręcz upalne. A co jakiś czas trafiała się burza – dwudniowa najczęściej…
Zapraszam…

 
 
Dnia 7 sierpnia 1967 r
W poniedziałek pojechała Mama do Warszawy, zostałem tylko z Babcią i Tatą. Wyjechali z Raby Leszek i Iwona. Byłem w Rabce w nowym coctail-barze, gdzie piłem wodę firmową z lodem przez słomkę. Od piątku pada deszcz. W sobotę była ogromna burza!
Przeczytałem książkę Joanny Kulmowej pod tytułem „STACJA NIGDY W ŻYCIU”.
Narysowałem razem z Tatą plan Raby Wyżnej.

 Wyjazd Mamy, wcześniejszy przyjazd Babci, wyjazd kuzynów i pozostałych letników – to była zawsze zapowiedź sporych zmian w wakacyjnej „codzienności”. Także w pogodzie.
 Letnie burze i „długie deszczowe tygodnie” (nawiązanie do tytułu książki p. Broszkiewicza świadome) trafiały się w czasie wakacji w Rabie bardzo często. Jak już burza „trafiła” w wąską dolinę Raby – nie umiała się z niej „wydostać” i krążyła po okolicy przez kilka dni. Wezbrana Raba – z godziny na godzinę stawała się niebezpieczną rzeką, porywającą nieumocowane kładki, podcinającą brzegi, przewracającą drzewa i głazy. Któregoś roku – regularnie chodziliśmy obserwować jak rwąca woda, metr po metrze, podmywa skarpę na której była droga, jak zamykany był ruch samochodowy. 

 Książkę p. Joanny Kulmowej kupiliśmy w księgarni w Rabce. Nie jest wykluczone, że odprowadzaliśmy Ciocię, Wujka, Jacka i Kasię na dworzec do Chabówki, a po ich odjeździe pojechaliśmy do „miasta”.
 O „Stacji Nigdy w Życiu” – muszę, a przede wszystkim chcę – napisać nieco więcej. Przeczytałem ją „jednym tchem”, a do dziś, co jakiś czas czytam ponownie. Wiele lat później usiłowałem przeanalizować fenomen tej książki, oczywiście wyłącznie w odniesieniu do mnie. Nie potrafiłem – zresztą nadal do końca nie potrafię – sprecyzować tego „wpływu”. Ale z całą powagą, z perspektywy wielu, wielu lat, mogę powiedzieć, że swoista fascynacja tą opowieścią nie minęła do dziś. To dla mnie „kultowa książka”. 


 
Sama szata graficzna, edycja robi i dziś ogromne wrażenie. Ilustracje p. Bohdana Butenki, wiersze p. Kulmowej rozpoczynające każdy rozdział, „kryminalna” intryga plus wspaniale opisane „wewnętrzne” przeżycia i rozmyślania bohaterów, zarówno dzieci jak i dorosłych – to kwintesencja książki dla młodzieży. I nie tylko… Wspaniały pomysł edytorski – wydarzenia, które mają miejsce w nocy, są wydrukowane na czarnych kartach…

 
 Zaprezentowany plan (czyli obraz bez skali) – pozwala w miarę precyzyjnie zlokalizować położenie głównych miejsc, w których spędzaliśmy wakacyjny czas. I bez większych wątpliwości - można zaobserwować "podobieństwa" między fikcją i rzeczywistością :)  
 
 Już sam fakt, że udało się nam ją kupić, gdzieś w uzdrowiskowej „dziurze” jaką w tamtych czasach była Rabka jest niesamowity. „Stację…” – jak wynika ze stopki redakcyjnej – skończono drukować w marcu 1967 roku. [na marginesie – nigdy więcej jej nie wznowiono], a tego typu wydawnictwa rozchodziły się wtedy niczym przysłowiowe „świeże bułeczki”. Nie będę streszczał fabuły, ale opisane były w niej wakacyjne przygody trójki rodzeństwa (nas – czyli Jacka, Kasi i mnie również było troje). Pierwiastek „kolejowy” – też się zapewne przyczynił – wycieczki na dworzec kolejowy do Raby (specyficzny zapach kolejowych podkładów impregnowanych olejem!), obserwacja przejeżdżających pociągów, liczenie wagonów, polowanie na drezyny – to także była jedna z wakacyjnych, rabczańskich atrakcji (wystarczy zerknąć na plan).
 Zaprezentowany plan (czyli obraz terenu bez skali) – pozwala w miarę precyzyjnie zlokalizować położenie głównych miejsc, w których spędzaliśmy wakacyjny czas. 
I bez większych wątpliwości - można zaobserwować "podobieństwa" między fikcją i rzeczywistością :) 
 
 Gwoli prawdy historycznej – egzemplarz, który kupiony był w Rabce – niestety na przełomie wieków zaginął. Nie pamiętam (a bardziej chyba - nie chcę pamiętać…) kto pożyczył i nie oddał. Miałem jednak szczęście i w miarę szybko udało mi się kupić (na jednym z portali aukcyjnych ktoś pozbywał się domowej biblioteki „po dziadkach”) kolejny, i to w dobrym stanie. A – przy okazji – potwierdziła się moja teoria o „wyjątkowości” mojego związku z tą książką :) 
Co jakiś czas, czy to na prośbę znajomych, czy ze zwykłej ciekawości, przeglądam oferty internetowe. Od tamtego czasu – ani razu nie trafiłem ponownie na „Stację…”.

Także wiele, wiele lat później – miałem zaszczyt i przyjemność spotkać p. Kulmową na Targach Książki odbywających się na Stadionie Narodowym.

Jeden z wierszy, którymi Autorka rozpoczynała każdy, kolejny rozdział, znam na pamięć. 
To takie moje „życiowe motto”:

„Podobno z tego się wyrasta,

podobno to z czasem się zmienia.

Ty się nie zmieniaj, już taki zostań,

ty nie wyrastaj z marzenia.”

 

---------------------------------------------------------

cdn. 

sobota, 11 lipca 2026

Wakacje sprzed 60 lat (część III)

 


Trzecia część "Pamiętnika..." doprowadzi nas aż do końca lipca. 
Zapraszam...

Dnia 23 Lipca 1967r.
W środę byliśmy w Zakopanem z Jackiem i Kasią. Byliśmy na Gubałówce. Na Gubałówkę pojechałem koleją PKL. W Zakopanem byłem na lodach i wodzie sodowej i ciastkach.
Wczoraj byłem po siano z Gospodarzem. Jak tam byłem to osa mnie pogryzła. Za parę dni przyjeżdża Babcia.

ß Widok z Gubałówki

Dnia 30 Lipca 1967 r
Dnia 28.7. przyjechała tu Babcia. A dzień wcześniej pojechał Wujek z Ciocią Jackiem i Kasią.
We wtorek widziałem pstrągi jak skakały przez tamę. W poniedziałek (były) byłem na kurkach. Było ich bardzo dużo. Tata zrobił nam z Jackiem fujarki.
Gram na fujarce.


 Podróż z Raby Wyżnej do Zakopanego była zdecydowanie łatwiejsza niż eskapada do Kowańca. Wystarczyło dotrzeć na dworzec w Rabie i kupić bilety na najbliższy pociąg. 
Była to moja pierwsza wizyta w „stolicy Tatr”. Głównym celem wycieczki z pewnością było „zdobycie” Gubałówki i przejażdżka kolejką. Wspomniane lody, wodę sodową i ciastka zapewne spożyliśmy na Gubałówce – w kawiarni przy górnej stacji kolejki. Nasi Rodzice nie uznawali spożywania posiłków - na wycieczkach z dziećmi - w restauracjach, zapewne mieliśmy ze sobą kanapki i herbatę w termosie. 
 Jak wynika ze zdjęcia – pogoda była wakacyjna i z pewnością mogliśmy podziwiać panoramę Tatr. Na zdjęciu z "Pamiętnika" widać że trzymam "oryginalną góralską ciupagę” – zakupioną na „targowicy” poniżej dolnej stacji kolejki. Takie same ciupagi otrzymali oczywiście Jacek i Kasia, na każdej zostały – przez sprzedającego – wycięte inicjały właściciela i napis „Zakopane”.
Moja ciupaga zachowała się do dziś.

 

 
poszkodowana w wypadku Kasia podróżowała z ręką na temblaku 

 Udział letników w pracach gospodarskich – był oczywistą oczywistością. Jeździliśmy (dorośli i dzieci) z Gospodarzami zwozić siano, pomagaliśmy ładować zwiezione siano do stodoły. Tata i Wujek – pomagali p. Ziębie przy naprawach sprzętu gospodarskiego – np. kosiarki, w późniejszych latach traktora-samoróbki. Pracę przy zwierzętach – dojenie, wyprowadzanie krów na pole, czyszczenie koni – raczej oglądaliśmy, choć (także w latach późniejszych) nauczyłem się doić krowę czy czyścić zgrzebłem konia. Przyglądaliśmy się również jak Zbyszek obsługiwał sieczkarnię.

 Przyjazd Babci zwiastował zmianę opiekunów. Zbliżał się koniec miesiąca, Mamie kończył się urlop, podobnie jak Cioci. Przyjazd Wujka Tadzika – w poprzednim tygodniu - również oznaczał, że moje cioteczne rodzeństwo niebawem opuści Rabę.
 Zbieranie grzybów – podczas spacerów do lasu – to również była jedna z większych, wakacyjnych atrakcji. Przede wszystkim zbieraliśmy grzyby „na suszone” – podgrzybki, czasem prawdziwki, kozaki. Po powrocie z lasu – były płukane, krojone i suszone – na nitkach zawieszonych na oknie. Kurki zjadaliśmy najczęściej na kolację – smażone na patelni lub na blasze na piecu u Gospodarzy. W kolejnych latach, gdy przywożona była również maszynka elektryczna „na spiralę” – kurki były duszone w cebuli.
 Wspomniana wcześniej tama służyła nie tylko do „kąpieli” i zabaw wodnych. Przy gorszej pogodzie, gdy wchodzenie do wody było niemożliwe – budowaliśmy z kamieni „przepusty” na których montowane były „młyny” z patyków. Albo puszczaliśmy całe flotylle statków z kory, patyków i liścianych żagli. Wspomniane obserwowanie młodych pstrągów przeskakujących zaporę też było ciekawe. A gdy dorośli nie widzieli – Zbyszek z Tadzikiem usiłowali łapać te pstrągi…
 Fujarki – to był z jednej strony „pożegnalny prezent”, z drugiej – przejaw „twórczości” mojego Taty, który bardzo lubił wycinać różne figurki z miękkiego drzewa lipowego. Moja fujarka - podobnie jak "oryginalna zakopiańska ciupaga" - również zachowała się do dziś. I nawet wydaje dźwięki.

 
 

--------------------------------------------

Dobiegamy półmetka wspomnień. Ponieważ chronologia zapisywanych – nieco chaotycznie – wydarzeń z lipca 1967 może być niezbyt czytelna, na zakończenie kalendarium pierwszej, lipcowej części „Pamiętnika...”. 


27. 06 (wtorek, późny wieczór) - wyjazd pociągu z Warszawy
28. 06 (środa rano). - przyjazd do Raby Wyżnej

30. 06 (piątek) – wycieczka z kolegami i Rodzicami do lasu.
01. 07 (sobota) – pierwszy wpis

07. 07 (piątek) – wycieczka na „górę triangulacyjną”
08. 07 (sobota) – drugi wpis (z błędnie wpisaną datą 7 lipca), prawdopodobnie wernisaż wystawy rysunków z wycieczki w sieni

12. 07 (środa) – wycieczka do Kowańca, wypadek Kasi
13. 07 (czwartek) – przyjazd wujka Tadzika, kompasy
14. 07 (piątek) – ukończenie lektury „I ty zostaniesz Indianinem”
15. 07 (sobota) – trzeci wpis, wyjście do „city”, wypożyczenie książki „Latający doktor”

19. 07 (środa) – wycieczka do Zakopanego

22. 07 (sobota) – zwożenie siana z Gospodarzami, ugryzienie przez osę
23. 07 (niedziela) – czwarty wpis
24. 07. (poniedziałek) – „kurkobranie”, wręczanie fujarek i sesja fotograficzna nad Rabą
25. 07 (wtorek) – obserwacja pstrągów

27. 07 (czwartek) – wyjazd Kasi, Jacka, Cioci i Wujka
28. 08 (piątek) – przyjazd Babci

30 lipca (niedziela) – piąty wpis

W kalendarium uwzględnione są wyłącznie daty wydarzeń opisanych w "Pamiętniku..."
Jednak każdego dnia coś się działo. :) 

----------------------------------------------------------

cdn.