sobota, 11 lipca 2026

Wakacje sprzed 60 lat (część III)

 


Trzecia część "Pamiętnika..." doprowadzi nas aż do końca lipca. 
Zapraszam...

Dnia 23 Lipca 1967r.
W środę byliśmy w Zakopanem z Jackiem i Kasią. Byliśmy na Gubałówce. Na Gubałówkę pojechałem koleją PKL. W Zakopanem byłem na lodach i wodzie sodowej i ciastkach.
Wczoraj byłem po siano z Gospodarzem. Jak tam byłem to osa mnie pogryzła. Za parę dni przyjeżdża Babcia.

ß Widok z Gubałówki

Dnia 30 Lipca 1967 r
Dnia 28.7. przyjechała tu Babcia. A dzień wcześniej pojechał Wujek z Ciocią Jackiem i Kasią.
We wtorek widziałem pstrągi jak skakały przez tamę. W poniedziałek (były) byłem na kurkach. Było ich bardzo dużo. Tata zrobił nam z Jackiem fujarki.
Gram na fujarce.


 Podróż z Raby Wyżnej do Zakopanego była zdecydowanie łatwiejsza niż eskapada do Kowańca. Wystarczyło dotrzeć na dworzec w Rabie i kupić bilety na najbliższy pociąg. 
Była to moja pierwsza wizyta w „stolicy Tatr”. Głównym celem wycieczki z pewnością było „zdobycie” Gubałówki i przejażdżka kolejką. Wspomniane lody, wodę sodową i ciastka zapewne spożyliśmy na Gubałówce – w kawiarni przy górnej stacji kolejki. Nasi Rodzice nie uznawali spożywania posiłków - na wycieczkach z dziećmi - w restauracjach, zapewne mieliśmy ze sobą kanapki i herbatę w termosie. 
 Jak wynika ze zdjęcia – pogoda była wakacyjna i z pewnością mogliśmy podziwiać panoramę Tatr. Na zdjęciu z "Pamiętnika" widać że trzymam "oryginalną góralską ciupagę” – zakupioną na „targowicy” poniżej dolnej stacji kolejki. Takie same ciupagi otrzymali oczywiście Jacek i Kasia, na każdej zostały – przez sprzedającego – wycięte inicjały właściciela i napis „Zakopane”.
Moja ciupaga zachowała się do dziś.

 

 
poszkodowana w wypadku Kasia podróżowała z ręką na temblaku 

 Udział letników w pracach gospodarskich – był oczywistą oczywistością. Jeździliśmy (dorośli i dzieci) z Gospodarzami zwozić siano, pomagaliśmy ładować zwiezione siano do stodoły. Tata i Wujek – pomagali p. Ziębie przy naprawach sprzętu gospodarskiego – np. kosiarki, w późniejszych latach traktora-samoróbki. Pracę przy zwierzętach – dojenie, wyprowadzanie krów na pole, czyszczenie koni – raczej oglądaliśmy, choć (także w latach późniejszych) nauczyłem się doić krowę czy czyścić zgrzebłem konia. Przyglądaliśmy się również jak Zbyszek obsługiwał sieczkarnię.

 Przyjazd Babci zwiastował zmianę opiekunów. Zbliżał się koniec miesiąca, Mamie kończył się urlop, podobnie jak Cioci. Przyjazd Wujka Tadzika – w poprzednim tygodniu - również oznaczał, że moje cioteczne rodzeństwo niebawem opuści Rabę.
 Zbieranie grzybów – podczas spacerów do lasu – to również była jedna z większych, wakacyjnych atrakcji. Przede wszystkim zbieraliśmy grzyby „na suszone” – podgrzybki, czasem prawdziwki, kozaki. Po powrocie z lasu – były płukane, krojone i suszone – na nitkach zawieszonych na oknie. Kurki zjadaliśmy najczęściej na kolację – smażone na patelni lub na blasze na piecu u Gospodarzy. W kolejnych latach, gdy przywożona była również maszynka elektryczna „na spiralę” – kurki były duszone w cebuli.
 Wspomniana wcześniej tama służyła nie tylko do „kąpieli” i zabaw wodnych. Przy gorszej pogodzie, gdy wchodzenie do wody było niemożliwe – budowaliśmy z kamieni „przepusty” na których montowane były „młyny” z patyków. Albo puszczaliśmy całe flotylle statków z kory, patyków i liścianych żagli. Wspomniane obserwowanie młodych pstrągów przeskakujących zaporę też było ciekawe. A gdy dorośli nie widzieli – Zbyszek z Tadzikiem usiłowali łapać te pstrągi…
 Fujarki – to był z jednej strony „pożegnalny prezent”, z drugiej – przejaw „twórczości” mojego Taty, który bardzo lubił wycinać różne figurki z miękkiego drzewa lipowego. Moja fujarka - podobnie jak "oryginalna zakopiańska ciupaga" - również zachowała się do dziś. I nawet wydaje dźwięki.

 
 

--------------------------------------------

Dobiegamy półmetka wspomnień. Ponieważ chronologia zapisywanych – nieco chaotycznie – wydarzeń z lipca 1967 może być niezbyt czytelna, na zakończenie kalendarium pierwszej, lipcowej części „Pamiętnika...”. 


27. 06 (wtorek, późny wieczór) - wyjazd pociągu z Warszawy
28. 06 (środa rano). - przyjazd do Raby Wyżnej

30. 06 (piątek) – wycieczka z kolegami i Rodzicami do lasu.
01. 07 (sobota) – pierwszy wpis

07. 07 (piątek) – wycieczka na „górę triangulacyjną”
08. 07 (sobota) – drugi wpis (z błędnie wpisaną datą 7 lipca), prawdopodobnie wernisaż wystawy rysunków z wycieczki w sieni

12. 07 (środa) – wycieczka do Kowańca, wypadek Kasi
13. 07 (czwartek) – przyjazd wujka Tadzika, kompasy
14. 07 (piątek) – ukończenie lektury „I ty zostaniesz Indianinem”
15. 07 (sobota) – trzeci wpis, wyjście do „city”, wypożyczenie książki „Latający doktor”

19. 07 (środa) – wycieczka do Zakopanego

22. 07 (sobota) – zwożenie siana z Gospodarzami, ugryzienie przez osę
23. 07 (niedziela) – czwarty wpis
24. 07. (poniedziałek) – „kurkobranie”, wręczanie fujarek i sesja fotograficzna nad Rabą
25. 07 (wtorek) – obserwacja pstrągów

27. 07 (czwartek) – wyjazd Kasi, Jacka, Cioci i Wujka
28. 08 (piątek) – przyjazd Babci

30 lipca (niedziela) – piąty wpis

W kalendarium uwzględnione są wyłącznie daty wydarzeń opisanych w "Pamiętniku..."
Jednak każdego dnia coś się działo. :) 

----------------------------------------------------------

cdn.




 
 


 

piątek, 10 lipca 2026

Wakacje sprzed 60 lat (część II)

 


 W miarę zbierania i weryfikacji materiałów do kolejnych części - przypomina mi się coraz więcej szczegółów.
Przepraszam zatem - już teraz - za rozbudowywane wątki. :) 

-----------------------------------------------------

 

 Sobota 15 Lipca 1967r.
W środę byłem w Kowańcu odwiedzić Basię. Do Basi jechałem pociągiem i autobusem. Najpierw pociągiem do Nowego Targu, a potem autobusem do Kowańca. W tym samym czasie Kasia upadła ze schodów i złamała sobie obojczyk i jest chora. Mój Wujek tu jest. Przyjechał w czwartek z Poznania. I przywiózł nam kompasy. Wczoraj zrobiliśmy tamę na rzece Rabie. Dzisiaj skończyłem książkę pod tytułem I ty zostaniesz Indianinem. Wczoraj wypożyczyłem sobie książkę pod tytułem Latający doktor.
Zdjęcia z Kowańca
1. Idziemy z Basią na spacer.
2. Jemy obiadek.

 Basia – to córka koleżanki mojej Mamy – „cioci” Ireny. Nasze Mamy poznały się jeszcze w czasach studiów na Uniwersytecie w Toruniu. Ojciec p. Ireny był wybitnym paleontologiem i moja Mama, wraz z „ciocią” Ireną – były Jego studentkami. Basia i ja znaliśmy się „od zawsze”, w latach wcześniejszych nasze rodziny spędzały wspólnie wakacje w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą – moja Mama i pani Irena prowadziły tam badania przygotowując doktoraty. Gdy zaczęliśmy wyjeżdżać na wakacje do różnych miejscowości - przez kilka lat miały miejsce wakacyjne odwiedziny.

 
zdjęcie ze wspólnych wakacji (obiad) w Kazimierzy Dolnym nad Wisłą. 
Basię wspomaga jej Babcia, mnie - moja Mama.

 Jak wynika z „Pamiętnika…”, Wujek Tadzik przyjechał do Raby w dzień po wypadku Kasi. Najprawdopodobniej – przyjechał na motocyklu (marki nie pamiętam). Wujostwo mieli motocykl i często – bez dzieci – podróżowali nim po okolicach Poznania lub do rodzinnych Sobek pod Łodzią. Z czasem – na początku lat 70-tych, stali się posiadaczami Trabanta 601.
 Nie pamiętam jakież to kompasy przywiózł nam Wujek – jako leśniczy miał ułatwiony dostęp do tego typu sprzętu.

 Zdjęć tamy na Rabie – nie znalazłem w rodzinnych albumach, ale prezentuję tu fotografię naszej gromady „kąpiącej” się w rzece. Ten blondynek w środku, sprawiający wrażenie zmarzniętego - to ja...
Zdjęcie nie znalazło się w „Pamiętniku…” choć zrobione zostało w roku 1967.
 

 Rok wcześniej, zaraz po przyjeździe do Raby, Rodzice zapisali całą naszą trójkę do wiejskiej biblioteki, która mieściła się nieopodal dworca kolejowego, w „city”. I co kilkanaście dni – w zależności od pogody -wędrowaliśmy wymieniać książki. Telewizora u naszych Gospodarzy nie było, woziliśmy ze sobą radio tranzystorowe – bodaj „Sokół”, w kiosku przy kościele można było czasem zdobyć tygodniki typu „Przekrój”, „Świat Młodych”, „Film”… Książki pożyczane z biblioteki – to była podstawowa rozrywka, zwłaszcza podczas częstych „lipcowych załamań pogody”. Plus gry planszowe i karciane. Najczęściej grywaliśmy w "wojnę".
 Jestem prawie pewien, że właśnie to wakacyjne wypożyczanie książek rozbudziło we mnie, siedmiolatku, pasję czytania książek przy każdej możliwości.
 Książkę „I ty zostaniesz Indianinem” Wiktora Woroszylskiego (wyd. 1960) – kilka lat później – kupiłem na targach pod PKiN. Prawdopodobnie wtedy zacząłem czytać i zbierać książki z serii „Klub siedmiu przygód”. „Latającego doktora” autorstwa Michaela J. Nooana, także miałem w swoich zbiorach (wyd. 1967). 

 Zaczytywałem się wtedy przygodami Pana Samochodzika, bohaterów „Wakacji z duchami” czy „Długiego deszczowego tygodnia”. Zresztą, przygody Inki, Groszka, Pacułki, Katarzyny i Włodka rozgrywały się przecież w podkarpackiej wsi, czyli prawie tak jakby w Rabie Wyżnej. Książka p. Broszkiewicza, o kolejnych przygodach bohaterów "Wielkiej, większej i największej" ukazała się drukiem w serii „Klub siedmiu przygód” - w 1966 roku. 

  

 Gdy pod koniec lat 90-tych XX wieku, wraz z Jackiem wybraliśmy się z Łysej Polany na nostalgiczną wycieczkę do Raby – w istniejącej jeszcze bibliotece, miła p. Bibliotekarka odnalazła nasze karty biblioteczne i zapisy w „książce wypożyczeń”. 

--------------------------------------------------

cdn.