wtorek, 19 czerwca 2018

pożegnanie...[*]

Dwa dni temu odeszła - odjechała do Stacji Nigdy w Życiu - Joanna Kulmowa...
-----

 Nie potrafię, nadal nie potrafię opisać jak wielki wpływ - na to kim dziś jestem - miała dla mnie, przeczytana ponad pół wieku temu, książka autorstwa p. Kulmowej - "Stacja Nigdy w Życiu"...
Wiem za to z pewnością, że dzięki tej książce, dzięki słowom, które napisała p. Kulmowa - nie wyrastam z marzeń...

    Podobno z tego się wyrasta,
    podobno to z czasem się zmienia.
    Ty się nie zmieniaj, już taki zostań,
    ty nie wyrastaj z marzenia.

    Choćby ci było z nim niewygodnie,
    choćby nawet z nim było źle ci,
    to je troszkę, odrobinkę odmień,
    ale go nie wyrzucaj na śmieci.

    Będą mówili, żeś jeszcze dzieciny,
    będą się może śmiali,
    a ty się z nimi nie licz,
    ty bądź taki, jaki jesteś, nie inny. 

    I gdybyś nawet nie mógł sprostać światu, 
    co zmienia się i zmienia, 
    to ty się nie martw, 
    taki już zostań 

    ty nie wyrastaj z marzenia.


Kilka lat temu miałem szczęście spotkać p. Joannę Kulmową na warszawskich Targach Książki. I zaszczyt z Nią porozmawiać...


-----
 „Jedźmy torem, co wiedzie w nieznane,
Przesiadajmy się do coraz innych pociągów,
Omijajmy za przystankiem przystanek
I nie znajmy dalszego ciągu”.
 
[*]

subiektywne opowieści jednokadrowe


 Poniższy tekst powstał jako wstęp do katalogu przygotowanego na wystawę moich fotografii, której wernisaż odbył się w połowie grudnia 2017 roku, w Muzeum Wydziału Geologii.
Doszedłem do wniosku, że całkiem nieźle wyjaśniam w nim moje podejście zarówno do fotografii w ogóle, jak i do fotografii "analogowej" w szczególności. 
Wiele fotografii - zwłaszcza tych zrobionych metodą tradycyjną czy "hybrydową" - opatruję wspólnym tytułem - "subiektywny spacer po...". W poniżej przedstawionym tekście jest również - skrótowo rzecz jasna - wyjaśnione pochodzenie owego określenia... Zresztą - bardzo podobnie zatytułowany jest ten blog. Serdecznie zapraszam...

„subiektywne opowieści jednokadrowe”
  
O tym, że „życie to opowieść” wszyscy wiemy od dawna. Ten fragment cytatu z szekspirowskiego Makbeta jest wykorzystywany bardzo często – i prawie zawsze bez dalszego ciągu. Na swój własny użytek – także „fotograficzny” - dopowiadam sobie do szekspirowskiej sentencji ciąg dalszy nieco inny niż oryginalny:
 „Życie to opowieść, którą my sami opowiadamy Bogu, sobie i innym”. Jesteśmy jednocześnie narratorem, bohaterem i pierwszym odbiorcą tej opowieści jaką jest życie.

Dlaczego fotografia?
Dlatego, że gdy chcemy jakąś opowieść zapamiętać, czy podzielić się nią z innymi – często sam dar wymowy nie jest wystarczający.
Fotografia powstaje w czasie krótszym niż mgnienie oka. To co zapamiętujemy w naszym umyśle po takim mrugnięciu jest dostępne bezpośrednio – wyłącznie dla nas samych. Jeśli chcemy taką opowieść przekazać innym, potrzebujemy wspomagania. Między innymi poprzez obraz.
Stąd fotoreportaż.
Tyle, że fotoreportaż to zdjęć kilka. Fotoreportaż powstaje najczęściej na jakiś temat, a przecież my, patrząc na otaczający nas Świat, snując naszą o nim opowieść, nie zawsze mamy wcześniej ów temat sprecyzowany.

Stąd opowieści jednokadrowe.
Jedno mrugnięcie okiem, jeden widok, sytuacja, chwila zapamiętana, zauważona „katem oka” = jedno mignięcie migawki aparatu, jedna sytuacja prawie nieprzewidziana, bądź tylko przypuszczalna. Chwila zauważona – i zapamiętana na dłużej na kliszy. Dostępna nie tylko dla nas. Możliwa do opowiedzenia.

Czasami ta „zapamiętana” opowieść jest jednoznaczna, nie wymaga dopowiedzeń, dodatków – choćby w postaci tytułu czy uzupełniającego opisu. Czasem – choć jest jednoznaczna dla nas, może być przez innych odebrana inaczej niż przez nas. Wtedy przy obrazie pojawia się tytuł i/lub historia.


Ale czasem – z pełną świadomością – pozostawiamy odbiorcy całkowitą „wolność odbioru”. Niech on sam opowie sobie tę historię, którą zobaczył naszymi oczami…

Dlaczego wyłącznie czerń i biel? (no - plus odcienie szarości…)
Nie pamiętam już, który z wielkich fotografów odpowiedział na pytanie: „czemu nie „robi koloru?” stwierdzeniem, że samo fotografowanie jest już na tyle trudne , że nie warto sobie jeszcze dodatkowo utrudniać życia fotografując w kolorze…

Być może z racji lenistwa – w przypadku fotografii „analogowej” (cokolwiek to znaczy), tradycyjnej „bawię się” wyłącznie fotografią czarno-białą, a zdjęcia kolorowe robię korzystając ze zdobyczy współczesnej techniki czyli cyfrowego zapisu obrazu.

Ale – to nie tylko lenistwo, czy też chęć uniknięcia skomplikowanego procesu wywoływania negatywów kolorowych.

To przede wszystkim ćwiczenie wyobraźni. Głównie własnej, częściowo również i wyobraźni odbiorców. 
 
 
Za co oczywiście serdecznie przepraszam…

Dlaczego „subiektywne”?
Wszystko już było. To też sentencja, którą znamy (jako ludzkość) od starożytnego Egiptu. Przymiotnik „subiektywne” jaki bardzo często dodaję do opisów swoich fotograficznych „działań” to taka forma obrony. Przed ewentualnymi zarzutami, że moje zdjęcia, moje fotograficzne opowieści są, mogą być, powtórzeniem.
Oczywiście, że są – przecież „wszystko już było”. Ale jest to powtórzenie według mnie. 


 ------------ 
ps. Wystawa jeszcze nadal "wisi" w Muzeum. Będzie - prawdopodobnie - wisiała jeszcze przynajmniej do końca lipca. Wszystkich chętnych serdecznie zapraszam do jej obejrzenia. Jedynym utrudnieniem jest konieczność skontaktowania się wcześniejszego ze mną - Muzeum otwierane jest dla zwiedzających indywidualnie, w godzinach pracy Wydziału - i Kolegów w nim (w Muzeum) pracujących. Ale to utrudnienie - może być zrekompensowane choćby tym, że każde zwiedzanie ma charakter autorskiego i kuratorskiego oprowadzania :)
W katalogu zamieszczona jest również informacja o charakterze technicznym - którą przytaczam na koniec:


dodatki techniczne:
Przy każdej fotografii podana jest informacja o aparacie jakim zdjęcie zostało zrobione i o typie negatywu na którym zdjęcie wykonano. Dla niektórych – bardziej doświadczonych foto-amatorów – ma to znaczenie. Wszystkie zdjęcia powstały według następującej procedury:
- aparatem „analogowym” (tradycyjnym) wykonano ujęcie na kliszy;
- negatyw został wywołany przy użyciu odpowiednich odczynników chemicznych (albo przeze mnie, albo w Zakładzie Fotograficznym);
- wywołany negatyw został – przeze mnie – zdigitalizowany w „cyfrowej ciemni” (czyli zostało wykonane cyfrowe zdjęcie negatywu w wysokiej rozdzielczości);
- plik z zapisem cyfrowym obrazu negatywowego został opracowany przy pomocy programu graficznego (uzyskanie obrazu pozytywowego, korekcja ostrości, kontrastu, ewentualnie korekcja kadru). Procedury wykorzystywane przy tym opracowaniu odpowiadają czynnościom, które średnio wprawny foto-amator potrafi wykonać przy pomocy powiększalnika w „klasycznej” ciemni fotograficznej;
- opracowane pliki posłużyły do wydrukowania (na papierze fotograficznym) prezentowanych obrazów. Wszystkie wydruki zostały wykonane w warszawskiej firmie fotograficznej „Czarno – białe”;
 


piątek, 6 kwietnia 2018

A może by tak w kieleckiem?

Kolejny wpis "remanentowy" zapewne pojawi się za czas jakiś.

Tym razem relacja z - czwartego już, fotograficznego pobytu w Europejskim Centrum Edukacji Geologicznej (kamieniołom Rzepka k/Chęcin).
Mniej więcej w połowie stycznia udało mi się namówić kilku Kolegów (głównie użytkowników facebookowej grupy "Analogowo") na spędzenie weekendu w ECEG. Oczywiście fotograficzne spędzenie.
Tradycji stało się zadość - i pogoda znów nas zaskoczyła. Choć to był styczeń - nie było syberyjskich mrozów, nie padał deszcz (jak podczas pierwszego pleneru), nie było także afrykańskich upałów (jak podczas spotkania czerwcowego). Była natomiast - co widać na niektórych fotografiach - iście londyńska mgła :)
Serdecznie zapraszam do obejrzenia fotografii...
zamek spod Biedronki
 Zanim zjechali się wszyscy uczestnicy, miałem okazję do - "tradycyjnego" - obfotografowania korytarzy, sal i schodów ECEG-u... Te miejsca niezmiennie robią na mnie wrażenie - i jak się to współcześnie określa - niesamowicie mnie inspirują (cokolwiek to znaczy)...
 
 
 
 
 
 A gdy przyjechali Koledzy - nieco "martwe" wnętrza ożywił sztafaż... :)
 

 Pierwszego dnia udało mi się zrobić również kilka "świętokrzyskich krajobrazów" - z okna pokoju...
 
  Na sobotę mieliśmy zaplanowane fotograficzne spacery - oczywiście "subiektywne" - jednak pogoda mocno zweryfikowała nasze plany...
 
 
 
 
 

 Mimo wszystko - bawiliśmy się świetnie :)
Czego życzę oczywiście wszystkim oglądającym :)
 
 

Przy okazji przetrenowałem "analogowe selfie", z wykorzystaniem elementów ECEG :)

Nie jest wykluczone, że na przełomie września-października uda się zorganizować kolejne spotkanie... (odpukać: puk, puk, puk).
Serdecznie zapraszam...

 
 (zdjęcia prezentowane powyżej zostały zrobione różnymi aparatami. Najwięcej pochodzi z aparatu Zenza Bronica SQ-A, kilka zostało wykonane przy pomocy Mamyi RB67, kilka aparatem Moskwa 5 i Kiev-em 88. W większości przypadków używałem negatywu Ilford HP5+, naświetlanego dla nominalnej czułości ISO 400. Wszystkie negatywy wywołałem w Ilfotecu DD-X i po zdigitalizowaniu opracowałem w "cyfrowej ciemni". )

środa, 7 marca 2018

POLIN - albo wnętrze...

W ramach remanentów zeszłorocznych zapraszam na wizytę do warszawskiego Muzeum Historii Żydów Polskich - POLIN.
Wraz z Kolegami fotografistami odwiedziliśmy POLIN w listopadzie ubiegłego roku.
Zapraszam.


Najpierw z zewnątrz...













Wnętrze robi również monumentalne wrażenie...
 
 
 
 
W tym imponującym wnętrzu mieści się jedna z ciekawszych, jedna z nowocześniejszych - i jednocześnie jedna z najbardziej przejmujących wystaw jakie w ostatnich latach miałem okazję zwiedzać...

 
 
 
 (wszystkie zdjęcia zostały zrobione aparatem: Zenza BRONICA SQ-A, na negatywie Ilford HP5+, wywołane przeze mnie w Ilfotecu DD-X, a następnie po zdigitalizowaniu negatywu zostały opracowane w "cyfrowej ciemni")